Dokąd prowadzi pedagogika waldorfska (Rudolfa Steinera)?

desertObserwujemy w Polsce coraz większe zainteresowanie pedagogiką Rudolfa Steinera (1861-1925) i jej zastosowaniem w tzw. szkołach waldorfskich. Niestety, mało zwraca się uwagi na wpływ jego okultystycznego światopoglądu, który dziś staje się coraz bardziej popularny nawet wśród dzieci.

Stare, okultystyczne i pogańskie poglądy „ubrane” w naukowe, a nawet w chrześcijańskie słownictwo przeciwstawia się dziś religii katolickiej i propaguje jako „mądrość” osiąganą nie drogą dogmatycznej wiary, lecz dzięki wiedzy zdobytej poprzez duchowe doświadczenie. Treści okultystyczne rozpowszechniane w sensacyjnych kolorowych pismach lub nagrane na kasetach, połączone z egzotyczną muzyką i różnymi ćwiczeniami, głęboko zapadają w podświadomość, kształtując uczucia, odruchy, sentymenty oraz skojarzenia ich odbiorców. Zakodowana w podświadomości treść, połączona ze zmianą sfery uczuciowo-odruchowej musi wpłynąć na zmianę mentalności, sposobu reagowania oraz oceniania sensu istnienia świata i człowieka. To pociąga za sobą zmianę światopoglądu, stylu życia, etyki i hierarchii wartości. Na tym podłożu rozwija się dziś wiele sekt oraz różnych form kultu, co powoduje destrukcję dotychczasowych więzów organizacji społecznych, religijnych i narodowych.

FAŁSZYWI MISTYCY

Wszystkie zmiany społeczne zaczynały się od zmian światopoglądowych. Znamy skutki poglądów, jakie głosił Voltaire (1694-1778)[1]. Potem dalsza rewizja jego teorii doprowadziła do odrzucenia wartości opartych na Bożym Objawieniu, czego wyrazem była rewolucja francuska. Po tej linii poszedł też Karol Marks (1818-1883), który nie uznawał autorytetu Boga i m.in. twierdził, że wszelka etyka jest wynikiem ekonomicznego stanu społecznego[2]. Jeszcze bardziej radykalne stanowisko wobec współczesnej mu etyki zajął Nietzsche (1844-1900), który połączywszy teorie swych poprzedników z poglądami Orientu wytycza inne prawa i normy postępowania dla sług i niewolników, a inne dla panów. Opracował tzw. ideał nadczłowieka, którego wolności i „dostojności” nikt i nic nie ma prawa ograniczać[3]. W tym też duchu rozwinął swą myśl Rudolf Steiner. To właśnie ich teorie Hitler próbował wcielać w życie.

Światopogląd dzielący ludzkość na panów i niewolników doprowadził w ostatnim stuleciu do podejmowania przez „panów” eksperymentów dokonywanych na ludziach, których uznali za swych „niewolników”. Dziś podczas różnych medytacji i ćwiczeń (psychicznych, relaksacyjnych, terapeutycznych czy umysłowych) również prowadzi się eksperymenty. Dotyczą one głównie zastosowania technik wprowadzania człowieka w hipnotyczny lub erotyczny trans i możliwości sterowania jego podświadomością. Osoby, które poddawane są wyżej wymienionym ćwiczeniom, nie mogą być świadome tego, że są obiektem eksperymentów, aby w ich świadomości nie powstawały uprzedzenia, które mogłyby mieć wpływ na wynik tychże badań. Dlatego w materiałach reklamujących powyższe ćwiczenia o tym nie ma mowy. Jednak coraz więcej jest już ofiar, które są dowodem, że eksperymentowana na ludziach chemia, hipnoza, magia oraz inne praktyki okultystyczne są tragiczne w skutkach, gdyż umożliwiają całkowite ujarzmienie (ubezwłasnowolnienie) człowieka przez człowieka.

Pozbawienie woli jest największą krzywdą, jaką można człowiekowi wyrządzić, dlatego Bóg zakazał praktykowania okultyzmu. Natomiast poza Objawieniem biblijnym takich ograniczeń nie ma. Tam nie Bóg, lecz „mistrz” (guru) jest najwyższym autorytetem i on decyduje o tym, co komu wolno. Poza tym guru, który wierzy w reinkarnację, jest przekonany, że poszkodowany dzięki temu, że był do jego dyspozycji, „odrodzi” się i to w lepszym wcieleniu! Toteż badania procesów psychiczno-duchowych związanych z intymnymi przeżyciami religijnymi i erotycznymi oraz możliwości sterowania nimi przez osoby z zewnątrz bezkarnie prowadzone są na bazie okultyzmu oraz tych religii, które wyznają wiarę w reinkarnację i wynikającą z niej segregację społeczną. Z tego względu pedagogika Rudolfa Steinera jest nie do zaakceptowania. Szczególnie niebezpieczna jest ona dziś, gdy w miejsce wychowania religijnego proponuje się wychowanie w „duchowości” antropozoficznej. Przyjrzyjmy się więc tej duchowości.

DUCHOWOŚĆ I DZIAŁALNOŚĆ RUDOLFA STEINERA

Rudolf Steiner (1861-1925) pochodził z południowej Austrii. Studiował nauki przyrodnicze w Wiedniu. Tam zetknął się z pismami Goethego, które wywarły zasadniczy wpływ na jego światopogląd i duchowość. Przełomową rolę w jego życiu odegrała Marie von Sivers – młoda aktorka, która została jego drugą żoną. Ona wprowadziła go w krąg teozofów. Wraz z nim utworzyła w 1902 r. niemiecką sekcję teozofów, w której szczególną uwagę zwracano na rolę sztuki, podkreślając znaczenie pięknego rytmu i „uduchowionej kultury ciała”, co później Rudolf Steiner wprowadził do programu swej pedagogiki w postaci „eurytmii”. Francois Ribadeau-Dumas pisze, że: „Rudolf Steiner (…) był spirytualistą wielkiej tradycji, ezoterykiem i frankmasonem. (…) Dzięki filozofii Nietzschego dostąpił iluminacji. W 1897 roku spotykamy go w Berlinie, gdzie opublikował kilka swoich dzieł. (…) Na łamach pism ‚Lucyfer’ i ‚Gnosis’, redagowanym razem z Annie Besant, Rudolf Steiner rozwija swą teorię ‚kosmologii antropozoficznej’, według której uniwersum podlega mocy i woli człowieka. Rudolf Steiner nauczał, że poznanie światów superwrażliwych za pośrednictwem buddyzmu odradza myśl chrześcijańską. (…) W znanej książce ‚Zielony wąż i piękny Irys’ Rudolf Steiner sławi idee różokrzyżowców z orientacji, do której należał Goethe, jego duchowy mistrz. (…) Steiner był teoretykiem geopolityki głoszącej istnienie w odległych czasach rasy nordyckiej, twórczyni wielkiej cywilizacji (…). Była to rasa aryjska, zamieszkująca kraj Thule. Kiedy potężny wstrząs poruszył oś ziemską, ziemia Thule zniknęła pod wodami i Ariowie podążyli na tereny Niemiec, Indii oraz Grecji. Właśnie traktem wędrówki Ariów zamierzał pójść Hitler i dokonać wielkich podbojów świata”[4].

Ellic Howe twierdzi, że: gdy „Madame Bławatska przybyła do Europy po pobycie w Indiach, wiosną 1884 roku, (…) fanatycznie szkoliła adeptów wiedzy magicznej w Anglii, Francji i Niemczech. (…) Z pomocą doktora Wilhelma Hubbe-Schleidena założyła w roku 1884 oddział Towarzystwa Teozoficznego, bardzo potężny, który najaktywniej działać będzie w Niemczech w 1919 roku. To centrum okultyzmu miało swoją siedzibę w Lipsku. (…) Rudolf Steiner, słynny teozof, różokrzyżowiec, pilnie uczestniczył w zebraniach członków towarzystwa”[5]. Anna Bancroft dodaje, że „Kiedy w 1902 roku Steiner został głową niemieckiej filii teozofów, dodał do ich kosmologii własną. (…) Faktem jest to, że przyjął dziwną politykę, przyłączając się w roku 1906 do innego towarzystwa ‚The Order of the Temple of Orient’ (Zakon Świątyni Orientu), które znane było z praktyk magii seksualnej. Posunął się nawet dalej, prowadząc jedną z loży, nazwaną ‚Mysteria Mystica Aeterna'”[6].

Rudolf Steiner własną wizję świata nazwał antropozofią. W celu rozpowszechniania swych poglądów założył Towarzystwo Antropozoficzne około 1913 roku[7], z główną siedzibą w Dornach w Szwajcarii. Tam też utworzył swój ośrodek szkoleniowy pod nazwą Goetheanum. Pierwszą zaś szkołę eksperymentalną dla dzieci założył w Waldorf koło Stuttgartu (w Niemczech) w 1919 r. Później na jej wzór powstawały następne szkoły pod nazwą „szkół waldorfskich”.

Dzieci w tych szkołach przez pierwsze 7 lat życia mają być poddawane oddziaływaniu czynników zmysłowych, by umiały obserwować otaczający je świat i zdolne były wczuwać się w ducha przyrody i kosmosu. Przez następne siedem lat (od 7. do 14. roku życia) mają uczyć się umiejętności praktycznego myślenia i przedmiotów technicznych przy zastosowaniu poglądowego nauczania. Od 14. do 21. roku życia zwraca się szczególną uwagę na kształtowania osobowości pod kierunkiem jednego antropozoficznego wychowawcy, który ma zajmować się dzieckiem od początku uczęszczania do szkoły aż do jej ukończenia. Wychowawca ma także wpływać na rodziców dziecka, by wychowanie w domu nie odbiegało od tego, które dziecko otrzymuje w szkole; nauczyciel ma również dostosowywać religijne poglądy i prywatne zainteresowania wychowanka do antropozoficznego światopoglądu[8]. Aby osiągnąć zamierzony cel, wychowawca ma do dyspozycji wszelkie metody manipulacji uczniem i jego otoczeniem (nie wyłączając hipnozy, magii czy chemicznych „dopingów” dla mózgu), byle tylko „ukształtował” ucznia w duchu „mistrza” Rudolfa Steinera.

OCENA STEINEROWSKIEJ PEDAGOGIKI

Zwolennicy szkół steinerowskich jako pozytywny ich aspekt ukazują wprowadzenie przedmiotów technicznych (wychowanie przez pracę) oraz eurytmii, muzyki i plastyki (wychowanie przez sztukę)[9], a także stosowanie rzekomo bezstresowych metod wychowawczych. Niestety, w pedagogice Steinera zabrakło solidnych podstaw do wychowania doskonałego człowieka, gdyż miał błędne pojęcie Boga – nie uznawał osobowości Boga i Jego prawa moralnego. Szczególnie błędnie interpretował naturę i działanie Ducha Świętego, którego przedstawiał jako kosmiczną siłę miłości (maitri), „mającą w słońcu swą fizyczną formę, związaną z życiem na Ziemi”[10]. Wierzył natomiast w istnienie różnego rodzaju aniołów, spośród których szczególnie czcił Lucyfera jako „anioła światłości”, będącego – jak twierdził – źródłem duchowego „oświecenia” i „poznania wyższych światów”.

Na temat poglądów Rudolfa Steinera co do „poznawania wyższych światów” jego współczesny Hans Leisegang napisał następujące uwagi: „Poprzez wymagane przez Steinera wyłączenie krytycznego myślenia, następuje u adepta antropozofii ogólne zawężenie duchowych horyzontów. Przyszły antropozof musi się zdecydować na przyjmowanie wszystkiego, co usłyszy na antropozoficznych wykładach, odczytach czy w rozmowie ze swoim ‚guru’ i interpretowanie usłyszanej treści wyłącznie pozytywnie (…) Ten sposób, w jaki Steiner się wypowiada, zdradza nam jego głęboką wiedzę w metodach świadomie ćwiczonej sugestii. Jego wypowiedzi pozwalają nam na głębokie spojrzenie w metodę ‚szkolenia duszy’, stosowanej przez niego i jego uczniów. To ‚szkolenie’ polega na systematycznym ‚wbijaniu’ antropozoficznych idei do głów tych, którzy się na to zdecydowali. Im dłużej trwa ich rytmiczne powtarzanie, tym bardziej bezwolni są adepci antropozofii, wykonujący pracowicie polecenia ‚mistrza'”[11].

Powyższy cytat obrazuje metody indoktrynacji, zbliżone do tych, jakie stosują dziś liderzy sekt, chociaż nie mają własnych szkół. Podobnie jak w sektach w szkołach waldorfskich dziecko jest ciągle pod wpływem tego samego wychowawcy będącego dla niego kimś w rodzaju „guru”. Jego autorytet w klasie nie podlega żadnej dyskusji, a jego rolą jest – jak poleca Rudolf Steiner – „kształtowanie dusz dziecięcych”. Jak destrukcyjnie działa takie „kształtowanie dusz”, świadczy fakt, że wielu absolwentów szkół waldorfskich ma problemy psychiczne w zderzeniu z realną codziennością, wielu nie umie poradzić sobie w normalnym świecie. Będąc wyobcowanymi z normalnego życia, szukają pracy tylko w instytucjach antropozoficznych. Nic więc dziwnego, że dobrze znający ten system pedagodzy, psycholodzy i absolwenci antropozoficznych szkół ostrzegają przed stosowaniem steinerowskiej pedagogiki[12].

Dziś antropozoficzne wspólnoty mają własną etykę (prawo dharmy i karmy), własną eschatologię (prawo reinkarnacji), własne obrzędy chrztu (solą i popiołem na czole oraz na piersi dziecka kreśli się trójkąt w imię sił wszechświata), posiadają własną chrystologię (Chrystus nazywany jest „Najwyższą Istotą Słoneczną”) i własną koncepcję „boga” (uważanego za bezosobowy, odwieczny byt, którego ducha powinno się odczuwać zarówno w kamieniu, w roślinie czy zwierzęciu, jak i w człowieku). Według Steinera, najwyższą osobowością i prawodawcą jest człowiek, który poprzez reinkarnację (identyfikowaną z ewolucją) rozwinął się aż do osiągnięcia „stanu boskości”. Stąd wiara w reinkarnację, kult „mistrza” i zdobywanie sposobów „stawania się bogiem” stoi u podstaw wychowania w szkołach steinerowskich (zwanych waldorfskimi), które „zamiast wprowadzać w świat prawdy (…) wprowadzają w świat błędnych wyobrażeń i mitów”[13].

Jednym z największych mitów Rudolfa Steinera była hipoteza o epoce Wodnika, w której wszystkie narody się zjednoczą pod jedną władzą Maitreyi i zapanuje pokój na całym świecie[14]. Zwolennicy Maitreyi twierdzą, że od wieków na takiego przywódcę oczekiwali wyznawcy wszystkich religii, choć określano go różnymi imionami: judaiści oczekiwali go jako Mesjasza; buddyści jako Buddę-Maitreyę; hinduiści jako Krysznę-Kalkina; muzułmanie jako Imama; astrolodzy jako wodza spod znaku Wodnika, a chrześcijanie jako ponowne przyjście Jezusa Chrystusa. Tak w ten mit wierzono, że już w latach międzywojennych przygotowywano hinduskiego chłopca imieniem Krishnamurti (1895-1986), by występował jako mesjasz – Maitreya. Jednak w 1929 r. Krishnamurti wycofał się z programu okłamywania ludzi[15], ale sam program nie upadł, gdyż w drugiej połowie XX w. wykreowano nową postać Maitreyi[16] londyńskiego pochodzenia, który rozpowszechnia antropozoficzny światopogląd, co sprzyja także rozwojowi szkół waldorfskich.

Również tzw. Wspólnota Chrześcijan, mimo swej nazwy, rozpowszechnia nie chrześcijańskie poglądy, lecz steinerowskie, neorasistowskie błędy, powodując wiele nieporozumień. Na przykład w jednym z ich zeszytów są próby udowodnienia istnienia reinkarnacji i na jej podstawie rozróżnienia „ducha” poszczególnych narodów. Czytamy tam m.in.: „Jeżeli teraz przyjrzymy się charakterystycznym cechom różnych narodów, stwierdzimy, że u każdego z nich jakaś jedna określona funkcja życia duszy wybija się na pierwszy plan. I tak na przykład Włosi i Hiszpanie mają szczególnie silnie rozwiniętą tę stronę duszy, która odbiera wrażenia ze świata: duszę odczuwającą, Francuzi żyją przede wszystkim duszą rozumową, u Anglików można natomiast obserwować ze szczególną ostrością formowanie się duszy samoświadomej. (…) Jeżeli przyjrzymy się narodowi polskiemu i zadamy sobie pytanie o cechy charakterystyczne jego ducha narodowego, to ze szczególną wyrazistością pojawi się obraz kultury oczekującej, kultury która przygotowuje się na coś, co dopiero nadejdzie”[17].

ROLA KATOLICKICH WYCHOWAWCÓW

Wobec religijnego chaosu, jaki panuje w Polsce i źle pojmowanej tolerancji, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że wymagania moralne stawiane naszym wychowankom muszą być konsekwencją wpajanego im światopoglądu, gdyż nikomu nie uda się oddzielić postępowania człowieka od głębokich doktrynalnych przekonań, bez narażenia go na zwichnięcie, a nawet na wewnętrzne rozdarcie.

Dlatego – chcąc opanować destrukcyjne działanie okultystycznych i sekciarskich ugrupowań oraz zapobiegać patologii społecznej i zakłamaniu pojawiającemu się nawet wśród naukowców – musimy uzasadniać słuszność Bożego prawa moralnego, jakim jest DEKALOG, który stoi na straży sprawiedliwości społecznej oraz uczciwości tak w dociekaniach naukowych, jak i w praktycznym postępowaniu. Aby zaś to prawo było respektowane, musi być respektowany jego PRAWODAWCA jako najwyższy Pan oraz najdoskonalszy autorytet moralny, jakim jest JEZUS, o którym niezmiennie uczy Jego święty i apostolski KOŚCIÓŁ. Bez tego autorytetu grozi nam zafałszowanie obiektywnej wiedzy zarówno o świecie, jak i o Bogu i Jego prawie moralnym, a to prowadzi do całkowitego subiektywizmu doktrynalnego i moralnego.

Wychowanie więc młodego pokolenia bez respektowania ponadludzkiego obiektywnego prawa moralnego może powodować cofanie się naszej cywilizacji do coraz bardziej barbarzyńskich praktyk, które już w historii ludzkości miały miejsce i sami doświadczyliśmy ich skutków.

s. Michaela Pawlik OP

[1] por. W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, PWN, Warszawa 1958, t. II, s. 180

[2] por. tamże, s. 63-66

[3] por. tamże, s. 220-224

[4] Francois Ribadeau-Dumas, Tajemne zapiski magów Hitlera, Warszawa 1992, s. 102-103

[5] tamże, s. 88-89

[6] Anne Bancroft, Współcześni mistycy i mędrcy, Warszawa 1987, s. 175

[7] por. Antropozofia, W: Encyklopedia Katolicka, KUL 1985, t. 1

[8] por. Martina Kayser, Paul-Albert Wagemann, Uczyliśmy w szkole waldorfskiej (o historii i praktyce pewnej pedagogicznej utopii), tłumaczył Mirosław S. Szymański, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1998, s. 30-31, warto przeczytać całość (164 strony)

[9] por. Antropozofia, W: Encyklopedia Katolicka, KUL 1985, t. 1

[10] por. The Fifth Gospel, by Rudolf Steiner, London 1950, s. 24-29

[11] por. Hans Leisegang, Die Geheimwissenschaften, Stuttgart 1924, s. 40

[12] Na ten temat piszą: Plange, Keyser, Wolf, Ullrich, Badewien, Gratenau i inni

[13] Andrzej Szydlak, Niechrześcijańskie założenia szkół waldorfowskich, w sprawozdaniu z VII Siedleckiego forum nauczycieli, rodziców i wychowawców, 5 września 1998, s. 4

[14] por. Rudolf Steiner, Preparing for the Sixth Epoch, USA 1957; a także: Rudolf Steiner, The Etherisation of the Blood, London 1971

[15] Annie Bancroft, Współcześni Mistycy i Mędrcy, Warszawa 1987, s. 54

[16] por. Czas Zmian, (Wezwanie do dzielenia się), nr 1, rok wydania I, maj 1998

[17] Henk Sweers, Kilka myśli na temat wyznań, religii, narodów i kościołów, w: Zeszyty Wspólnoty Chrześcijan, Kraków 1991, s. 28

 

Źródło: Nasz Dziennik z 20 stycznia 2004 r.