Orientalne i okultystyczne inspiracje kursów dla nauczycieli

waldorscy_nauczyciele

Wiele popularnych i stosowanych w naszej kulturze zachodniej metod i technik relaksacyjnych czerpie inspirację z kultur dalekowschodnich. Zawierają one daleko idące zapożyczenia z tamtejszych systemów filozoficzno-religijnych i wychowawczych. Wśród nich wymienić należy cieszący się dużą popularnością trening autogenny Johannesa Heinricha Schultza czy relaksację progresywną Edmunda Jacobsona oraz metody relaksowo-koncentrujące o charakterze edukacyjnym, jak sugestopedia Georgija Łozanowa rozpowszechniona pod nazwą supernauczanie. Powyższe praktyki mogą wywoływać zdumiewające efekty, jednakże zawsze za jakąś cenę, którą wcześniej czy później trzeba zapłacić.

Według Pawła Zielińskiego, godnego uwagi znawcy problemu technik relaksacji, który przeprowadził badania na ten temat także w Polsce, wokół różnorodnych metod i technik relaksacyjnych (które mogą oznaczać coś więcej niż tzw. relaks) nagromadziło się wiele kontrowersji. Dotyczą one m.in. nazewnictwa, pochodzenia, sposobów działania, przeznaczenia, a także zagrożeń związanych z wykonywaniem tych metod czy technik. Jak podaje P. Zieliński (na którego badaniach chcę się częściowo oprzeć w tym artykule), metody i techniki relaksacyjne stały się przedmiotem badań w pedagogice i znalazły zastosowanie w edukacji już kilkadziesiąt lat temu. Spośród polskich pedagogów badania takie prowadził już w latach 70. XX wieku prof. Andrzej Szyszko-Bohusz, a spośród zagranicznych – Hubert Teml. Psychologiczny i fizjologiczny aspekt tego problemu badali w Polsce chociażby Julian Aleksandrowicz, Wiesław Romanowski, Stanisław Grochmal, Stanisław Siek, Andrzej Kokoszka, Lesław Kulmatycki, a za granicą m.in. Herbert Benson oraz Daniel Goleman.
W edukacji instytucjonalnej realizowanej w zachodniej kulturze spotkać można metody relaksowo-koncentrujące umieszczone w programach szkolnych. W Niemczech w przedszkolach i szkołach podstawowych można spotkać się z nauczaniem treningu autogennego Schultza czy innych metod relaksowo-koncentrujących, chociażby w szkołach waldorfskich. Proces ten narasta także w Polsce.
Jednocześnie, pisze dalej P. Zieliński, zdarza się często, że sami twórcy lub niektórzy naukowcy badający wspomniane metody, techniki i systemy relaksowo-koncentrujące niechętnie lub wcale nie wspominają o inspiracjach i zapożyczeniach z innych kultur i religii, szczególnie orientalnych. Niektórzy twórcy i badacze nie ukrywają jednak faktów i otwarcie piszą o wartościach odkrytych przez nich w kulturach i religiach Wschodu. Przykładem może być tekst wspomnianego już Daniela Golemana, który stwierdził, że w zachodnich teoriach osobowości brakuje odpowiednika typu osobowości reprezentowanej przez buddyjskiego arahata (oświeconą i urzeczywistnioną osobę), choć w jakimś stopniu jest on podobny do osoby „samorealizującej się”, opisanej przez A. Maslowa i C. Rogersa, określanych jako psychologów humanistycznych, a w istocie inspirujących się religiami Wchodu, a także ezoterycznymi systemami duchowości. „Samorealizacja” odpowiada tu „inicjacji”, podobnie u R. Steinera czy Junga, który nawiązywał do gnozy, kabały, ale też do orientalnych odpowiedników gnozy jak tantryzm czy kundalini-joga. Podobnie jak techniki „relaksu” przypominają one orientalne ćwiczenia duchowne u innych znanych autorów, jak J.H. Schultz czy E. Jacobson.

Inspiracje orientalne niektórych znanych technik „relaksacyjnych”
Najbardziej znanym i popularyzowanym typem relaksacji jest tzw. trening autogenny Johannesa Heinricha Schultza (1884-1970), który do jego odkrycia doszedł dzięki studiom nad hipnozą. Z wykształcenia był dermatologiem i dopiero później został neurologiem, i zajął się też psychoterapią, dokonując jej podziału na myślową i aktywno-kliniczną. Do tej drugiej, niewymagającej długotrwałego postępowania analitycznego, zaliczył hipnozę i trening autogenny.
Jak podaje P. Zieliński, w czasie gdy tworzył podwaliny pod swoją metodę relaksacyjną, przebywał we Wrocławiu i pracował w tamtejszym ambulatorium hipnozy. Schultz szukał sposobów rozwoju pożądanych cech osobowości człowieka oraz jego moralności, odwołując się nie tylko do hipnozy, ale też do filozofii i praktyki indyjskiej jogi i japońskiego zen, które to systemy wówczas intensywnie studiował.
Filozofia Wschodu z kolei, zdaniem Schultza, zawiera wielką wiedzę dotyczącą praw rządzących ludzkim umysłem. Zapragnął on jednak stworzyć metodę wolną od ograniczeń zarówno hipnozy, jak i religijnych uwarunkowań systemów filozoficzno-religijnych Dalekiego Wschodu. Chciał, by jego metoda była zrozumiała dla wszystkich, prosta do zastosowania i skuteczna. Czy ta próba obiektywizacji problemu była rzeczywiście udana?
Wielu badaczy ma poważne wątpliwości. Na świecie bowiem rozpowszechniona jest znajomość podstawowego treningu autogennego Schultza, propagowanego w mediach. Jednak istnieje stopień wyższy nazywany medytacją autogenną. Osoby wytrenowane w podstawowym treningu relaksacyjnym uczą się trwać w relaksacji nawet godzinę, utrzymując gałki oczne zwrócone jednocześnie do góry i do wewnątrz, jakby spoglądając w kierunku środka czoła. Istnieje tu wyraźne odniesienie do hinduskiej czy orientalnej duchowości.
Według P. Zielińskiego, którego analizę opisuję, interesujący jest tu fakt, że w indyjskiej filozofii i mistyce właśnie na czole lokuje się jedna z siedmiu tzw. czakr – duchowych ośrodków, będących ekwiwalentami sfer kosmicznych i poziomów rozwoju świadomości. Ośrodki te można obudzić, pisze nasz autor, przez stosowanie odpowiednich praktyk, z których najważniejszą jest medytacja. Szósta z czakr – adżnia, czyli „moc” albo „kontrola”, znajduje się między brwiami i pozwala opanować umysł oraz całkowicie rozbudzić niższe czakry, umożliwiając tym samym dalszą duchową ewolucję człowieka przez rozbudzenie ostatniej, siódmej czakry. Ta znajduje się na szczycie głowy i obudzona umożliwia zjednoczenie z absolutem oraz stanie się dżiwanmuktą, czyli wyzwolonym za życia. Można więc zauważyć, że medytacja autogenna ma wiele wspólnego z medytacjami jogi, a nawet buddyzmu zen.
Inną znaną techniką relaksacji jest tzw. relaksacja progresywna (postępująca) Edmunda Jacobsona (1888-1983). Był on fizjologiem na Uniwersytecie w Chicago oraz praktykującym lekarzem. Zakłada się, że stworzona przez niego koncepcja i technika relaksacji opiera się na przesłankach badań laboratoryjnych oraz jego własnych obserwacjach zachowań ludzi zdrowych i chorych pacjentów. I choć P. Zieliński nie dotarł do dowodów wskazujących na bezpośrednie powiązania relaksacji Jacobsona ze źródłami spoza kultury Zachodu, pisze on, że w czasach jej powstawania była ogólnie dostępna w Stanach Zjednoczonych Ameryki zarówno literatura o jodze, jak i bezpośrednie nauczanie realizowane przez nauczycieli jogi. Nie dziwi więc, że prof. S. Grochmal napisał wprost i wyraźnie, że z systemu jogi „czerpali wzory do swych metod relaksacyjnych zarówno Schultz, jak i Jacobson” (por. „Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących” pod red. S. Grochmala, PZWL, Warszawa 1979, wyd. III, s. 224).
Pozycja leżąca na plecach jest punktem wyjścia dla wielu metod relaksowo-koncentrujących i znajduje zastosowanie również u Schultza i Jacobsona. Właśnie ta pozycja, w jodze asana zwana śavčsaną, służy do nauki i stosowania relaksacji.
W systemie jogi (joga-nidra) nauka relaksacji obejmuje grupę ćwiczeń, które odpowiadają omawianym technikom relaksacyjnym, choć w jodze nie chodzi o relaks, ale o duchową otwartość, czyli inicjację.
Widać tu jednak wyraźnie, pisze słusznie P. Zieliński, podobieństwo z założeniami i ćwiczeniami medytacji autogennej Schultza i niektórymi technikami relaksacji Jacobsona.
Iyengar, popularyzowany także na kursach dla pedagogów nauczyciel jogi, przytacza tekst jogi dotyczący stosowania śavčsany, który wskazuje, że wykonując te ćwiczenia można dostąpić nawet ostatecznego wyzwolenia – mokszy, i doświadczyć radości nie do opisania. Gdzie tu można ustawić jakiekolwiek granice?
Podobnie jest z innymi technikami. Na całym świecie znana jest metoda relaksowo-koncentrująca, tzw. odzew relaksacyjny wspominanego już Herberta Bensona, który w czasie swojego pobytu na Dalekim Wschodzie samodzielnie wykonał zaawansowane badania dotyczące procesów fizjologicznych przebiegających u osób ćwiczących różne techniki medytacji tybetańskich mnichów i joginów. Według P. Zielińskiego, z opisu wynika, że jest to bardziej medytacja (tak jak medytacja autogenna Schultza) niż relaksacja i ma elementy podobne do Medytacji Transcendentalnej, niebezpiecznej kontrinicjacyjnej praktyki, o której pisałem w „Naszym Dzienniku” w zeszłym roku.
Należy też wspomnieć w końcu o sofrologii, czyli nauce o umyśle człowieka zajmującej się badaniem i modyfikacją stanów świadomości. Jest ona znana przede wszystkim wśród lekarzy we Francji, Hiszpanii, Szwajcarii i Kolumbii. Metoda ta została stworzona przez neuropsychiatrę prof. Alfonso Caycedo i określona mianem relaksacji dynamicznej lub sofronicznej. Zwróćmy uwagę, ze służy ona do walki z nadmiernym „stresem”, znajdując zastosowanie w profilaktyce chorób psychosomatycznych i rekonwalescencji oraz w sporcie i edukacji.
Stres i odpowiadający mu relaks to jednak tylko punkt wyjścia w otwarciu na orientalne tradycje duchowe.
Według P. Zielińskiego, relaksacja dynamiczna została tu ujęta w trzy stopnie: pierwszy opiera się na ćwiczeniach relaksowo-koncentrujących wzorowanych na systemie jogi; drugi odwołuje się do relaksacji kontemplacyjnej, czerpiąc z technik buddystów, trzeci zaś przez swój charakter relaksacji refleksyjnej nawiązuje do systemu zen. Ponadto wykorzystuje też techniki Schultza, Jacobsona i Gerdy Alexander, twórczyni metody relaksacyjnej umożliwiającej utrzymywanie stanu tzw. eutonii.

Supernauczanie, czyli inspiracje orientalno-okultystyczne G. Łozanowa
Systemy relaksowo-koncentrujące o charakterze edukacyjnym, takie jak sugestopedia Georgija Łozanowa, który prowadził finansowany przez państwo Instytut Sugestologii w Sofii, czy samokontrola umysłu José Silvy, często nawiązywały nie tylko do źródeł dalekowschodnich, ale wprost okultystycznych, jak np. hermetyzm czy terapia kolorami. Sugestopedia Łozanowa opierająca się na tzw. sugestologii – paranauce, która zajmuje się problematyką sugestii jako czynnika pozwalającego sięgnąć do ukrytych rezerw w ludzkiej osobowości (zastosowanej w dziedzinie nauczania), zawiera jednak sporo elementów wzorowanych na jodze, będącej wszakże, jak udowodnił to M. Eliade, tradycją inicjacyjną i duchową.
Twierdzi się ponadto, że sugestopedia już w swoich założeniach jest holistycznym systemem edukacyjnym, w którym ciało, umysł i intuicja łączą się w całość w procesie uczenia się, co też jest zgodne ze spotykanymi na Dalekim Wschodzie filozofiami człowieka. Mamy tu jednak do czynienia
z „błędem antropologicznym” monizmu, w który uwikłany jest holizm, jak orientalne światopoglądy i kulty.
Według P. Zielińskiego, w latach sześćdziesiątych XX w. Łozanow odbył podróż do Indii, gdzie odwiedził różne ośrodki i centra jogi. W Bombaju, w Instytucie Śri Yogendry, spotkał się z Yogim Sna, potrafiącym po roku ćwiczeń z łatwością zapamiętywać liczby składające się z 18 cyfr. Tu odnalazł źródła rzekomej „superpamięci” (znanej też jako hipermnezja) będącej podstawowym założeniem dla „supernauczania”, którego zasady określi w przyszłości. W odwiedzanych przez Łozanowa instytutach wedyjskich niektórzy bramini potrafili recytować z pamięci kilkusetstronicowe traktaty sanskryckie, co wzbudziło jego zaciekawienie i podziw. Osiągali to przez ćwiczenia jogi i medytację. Ważną rolę odgrywała też muzyka odprężająca ciało i pobudzająca umysł, spotykana nie tylko w kulturze Indii, ale na całym świecie.
W rezultacie Łozanow, który był ekspertem w dziedzinie hipnozy i przez wiele lat praktykował radżajogę (można ją częściowo określić jako jogę mentalną), stworzył system, który polegał na zsynchronizowaniu różnych elementów: relaksacji ciała i koncentracji umysłu, spokojnej muzyki, pozytywnych sugestii, odpowiedniego oddychania oraz określonego rytmu czytania tekstu lekcji. Ten system wielu technik wytwarzał stan optymalnej gotowości (otwartości) u ucznia do przyswajania wiedzy i umożliwiał osiąganie niezwykłych efektów w postaci wielkich ilości zapamiętywanych informacji. Jego metoda rozpowszechniła się w Stanach Zjednoczonych Ameryki pod nazwą supernauczania (ang. superlearning), a potem na całym świecie.
W systemie Łozanowa można jednak odnaleźć jeszcze inne, problematyczne, a nawet niebezpieczne źródła inspiracji. Nie tylko muzykoterapię czy psychodramę, lecz nauczanie we śnie (hipnopedia), hipnozę, wspomniany już trening autogenny, ale też radiestezję, terapię kolorami czy ćwiczenia rozwijające zdolności parapsychiczne (to samo jest u Silvy).
To ostatnie jest bliskie okultyzmowi i magii, gdzie zdolności paranormalne stają się celem, wbrew ostrzeżeniom mistrzów duchowych hinduizmu i buddyzmu. Ostrzeżenia chrześcijańskie są jeszcze bardziej surowe i radykalne, postrzegając takie „otwarcie” w kategoriach grzechu pychy i idolatrii oraz związanej także z tym faktem możliwości opętania.
Jednak w USA i innych krajach zachodnich, jak zauważył m.in. H. Teml, przedstawiano supernauczanie w sposób bardzo komercyjny, wiążąc je głównie z „nadzwyczajną” metodą nauczania, często też w sposób bardzo przesadny i wyolbrzymiony przedstawiając jego możliwości. Obecnie jednak szacunki dotyczące efektywności tej metody, zwłaszcza stosowanej podczas nauki języków obcych, wskazują na około trzykrotny wzrost wyników w porównaniu z tradycyjnymi kursami językowymi.
W świetle powyższego rodzi się jednak pytanie o źródło mocy i skuteczności powyższych technik, które reaktywują wprost lub w ukryciu stare ćwiczenia duchowe lub magiczno-spirytystyczne rytuały.
Weźmy np. kolejną metodę „relaksowo-koncentrującą”, jaką jest „praca z oddechem”, którą stosuje się też w sugestopedii G. Łozanowa, gdzie w fazie zatrzymania oddechu, po wdechu podaje się treści do zapamiętania, który to proces ma zachodzić mimowolnie. Ta metoda ma jednak, zauważa konsekwentnie Zieliński, bezpośrednie powiązania z hinduską hatha-jogą, w której szczegółowo opracowano różne formy oddychania pod nazwą – pranayama, co według J. Hewitta, zachodniego badacza jogi, oznacza w tłumaczeniu mniej dosłownym relaksującą kontrolę oddychania, zaś według mistrza jogi Iyengara – rytmiczną kontrolę oddechu. Metoda pracy z oddechem jest też bezpośrednio powiązana z chińskim qi-gongiem oraz dalekowschodnimi sztukami walki.
Sheila Ostrander i Lynn Schroeder przytaczają w swej książce „Superlearning” dane, z których wynika, że kiedy grupie kontrolnej prezentowano nowy materiał w wolnym, 10-sekundowym rytmie i kiedy studenci oddychali zgodnie z rytmem prezentowanego materiału, retencja podskoczyła do 75 procent. Oddychanie jest sztuką znaną joginom od tysięcy lat. Według prastarych nauk indyjskich, oddychając, dostarczamy organizmowi energii życia, która może być również wykorzystywana w celu obudzenia zdolności umysłowych.
Jeżeli oddychamy regularnie, w określonym rytmie, umysł automatycznie zaczyna pracować na „innych falach”. Myślenie i rozumienie staje się szybsze i jaśniejsze. Jeżeli dodamy jeszcze do tego umiejętność chwilowego zatrzymania oddechu pomiędzy wdechem i wydechem, efektywność działania mózgu ulega jeszcze większej koordynacji i wchodzimy w stan pełnej koncentracji. Techniki oddechowe we wszystkich tradycjach duchowych (szczególnie magicznych) otwierają na odmienne stany świadomości.
W supernauczaniu oddychanie zwalnia się do tempa wolnego pulsu i rytmicznie odczytywanego (w takt muzyki) materiału. Nikt tak do końca nie wie, dlaczego właśnie takie, a nie inne warunki muszą być spełnione, żeby uruchomić nasze nieskończone rezerwy umysłowe, w tym naszą superpamięć. Wydaje się jednak, że jest to rytm dostosowany do rytmu prawej półkuli mózgowej emitującej fale alfa.
W ten sposób ideologia i pseudonaukowa teoria wszechmocnego mózgu łączy się z inspiracją orientalno-okultystyczną związaną ze starożytną wiedzą Dalekiego Wschodu. Tu dochodzimy do prawdziwych źródeł superpamięci czy innych paranormalnych zdolności pojawiających się w procesie
supernauczania. Według Wed bowiem, superpamięć to stan świadomości. W tym odmiennym stanie świadomości, zdaniem mędrców hinduskich, zdolność jednostki do przywoływania wspomnień jest rzekomo nieograniczona. Wedy uczą, że pamięć nie jest zamknięta w określonym ciele fizycznym, lecz zapisana we wszechświecie, poza czasem. Pamięć tę określa się mianem pamięci zbiorowej lub pamięci Przyrody. Przechowuje ona doświadczenia całej ludzkości, jest skarbnicą
zawierającą mądrość gromadzoną przez ludzi od wieków. Dlatego też wyznawcy Wed wierzą, że superpamięć jest stanem człowieka, który potrafił zjednoczyć się z pamięcią wszechświata (J. Jarzębińska, M. Szczebiot).
Podobne idee rozwinął okultysta R. Steiner, twórca antropozofii i szkół waldorfskich, także inspirujący się hinduizmem w tym względzie, w tzw. Kronice Akaszy będącej nieskończonym rezerwuarem kosmicznej pamięci, do której wchodzi medium, często z pomocą duchów przewodników, do czego zachęcał José Silva mówiący z kolei o Wyższej Inteligencji. Wewnętrzni przewodnicy w tym niebezpiecznym „otwarciu” na siły nieznanego pochodzenia używani są także w supernauczaniu.

Co się naprawdę dzieje? Rzecz o ukrytej inicjacji
Problem polega na tym, że psychologia staje się dziś religią, a religia psychologią, której jednak nie wystarcza zwykła świadomość, ale dąży do jakiejś nadświadomości czy nadczłowieczeństwa. W ten sposób wchodzi się mimowolnie w obszar duchowy, religijny czy inicjacyjny, często pod płaszczykiem naukowej lub pseudonaukowej „nowomowy”.
Zwróćmy uwagę na ten nowy język. W New Age dąży się ku „absolutnej świadomości kosmicznej”, w nauce chodzi o to, by rozwijać „nieskończone możliwości mózgu” za pomocą stanu alfa czy tetha. Supernauczanie mówi natomiast o „superpamięci” superczłowieka, używając jogi, której celem bynajmniej nie jest relaks, ale inicjacja. We wszystkich tych przypadkach odkrywamy podobny schemat myślenia, który przekracza granice nauki, choć występuje w jej obszarze. Jest to jednak „otwarcie”, które w praktyce może oznaczać otwarcie na wszystko, co możliwe, także na świat duchowy, nie wykluczając pozaludzkiego świata złych duchów. Istotą bowiem każdej inicjacji jest otwarcie na świat duchowy. Możemy więc mieć do czynienia w opisanych przypadkach nie ze schematem myślenia, ale schematem ukrytej inicjacji. Zobaczmy jednak, dlaczego tak się dzieje.
Pojęcie „otwarcia”, do którego zachęca się uporczywie we wszystkich tych wymienionych wyżej sytuacjach, ma w tym kontekście dwa znaczenia ściśle powiązane ze sobą. Są to:

1) Otwartość postawy wewnętrznej (zmiana obrazu świata i siebie, decyzja woli oparta o światopogląd, często o ukrytym religijnym charakterze. Następuje tu pierwsze i decydujące „otwarcie” na poziomie wolnej woli).
W pseudorelaksie (który może być formą mediumizmu) jest to otwartość na nieskończone możliwości mózgu (fale alfa czy tetha, także ideologia biofeedbacku oferuje jakoby nieograniczony potencjał rozwojowy, nie wykluczając zdolności czy manifestacji paranormalnych), co faktycznie jest aktem religijnym „gnostyckiego” i idolatrycznego samoubóstwienia. W supernauczaniu natomiast ten sam religijno-inicjacyjny akt wyraża się w bezwarunkowej otwartości (potwierdzonej świadomie poprzez liczne akty-techniki tzw. afirmacji) na własne quasi-boskie supermożliwości, oparte o konkretną hinduistyczną ideologię superpamięci. Przypomina to okultystyczną Kronikę Akaszy R. Steinera, jak też Nieświadomość zbiorową Junga, który zresztą inspirował się zarówno Orientem, jak i okultyzmem.
W jednym z podręczników supernauczania czytamy, że konieczne jest przejście pierwszego etapu, jakim jest „ZAPROGRAMOWANIE WEWNĘTRZNE I USUNIĘCIE BARIER PSYCHOLOGICZNYCH”. Jest to „nieodzowny element szybkiego uczenia, [który] polega na zneutralizowaniu blokad umysłowych, które uniemożliwiają łatwe i naturalne przyswajanie wiedzy. Należy do nich mała wiara we własne siły, możliwości i umiejętności. Paradoksalne jest, że istnienie tych blokad jest rezultatem dotychczasowego systemu szkolnictwa!”.
Zwróćmy uwagę, że owo „zaprogramowanie wewnętrzne”, które można by nazwać „manipulacją sumieniem” dokonuje się w oparciu o orientalny lub okultystyczny światopogląd, lub w oparciu o schemat wyrażony „nowym językiem”, który przypomina podobne wizje świata.

2) Otwartość, jaka istnieje w samej naturze mediumicznej techniki (istotna jest tu dyspozycyjność woli, choćby w formie wyrzeczenia się woli, co też jest skutkiem określonej decyzji).
Nie można tu ustalić żadnych granic np. między relaksem a religijną medytacją, co widzieliśmy na przykładzie Schultza czy Jacobsona. Także wizualizacje i afirmacje już z samej swojej natury mogą być aktami otwartości na rzeczywistość pozapsychiczną czy transcendentną (chodzi też o świadomie przyzywanych „wewnętrznych przewodników”, którzy mogą być odpowiednikiem – jest to ten sam schemat – „duchów przewodników” szamanizmu i każdego zresztą spirytyzmu).
I znowu czytamy w tym samym podręczniku supernauczania, że drugim etapem (warunkiem) jest „FIZYCZNA I UMYSŁOWA RELAKSACJA”, albowiem „na tym etapie następuje wprowadzenie w stan alfa, niezbędny do pozbawionej stresu koncentracji i gotowości umysłowej, podczas której nowe informacje absorbowane są szybko i efektywnie”. Jest to przykład eufemistycznej „nowomowy”, która jednak tylko ukrywa postawę inicjacji.
Tradycja inicjacyjna wyjaśnia nam bowiem, że opisane wyżej metody i techniki działają głównie wtedy, gdy otworzymy się na konkretne idee, przyjmując określoną postawę duchowo-moralną. To jest dopiero istotna całość, która decyduje o ewentualnej skuteczności. Jeśli dodamy do tego pomoc „wewnętrznych przewodników” (za pomocą wizualizacji), to owa całość staje się jeszcze bardziej „całościowa” i skuteczna! To, co jest jednak naprawdę niebezpieczne w tym wszystkim, to zawarty w tej podwójnej otwartości brak wszelkich granic, oparty zresztą na pomieszaniu pojęć, który występuje zarówno na poziomie praktyki, czyli środków, jak i na poziomie celów. Cele oraz środki określone są przez światopogląd okultystyczny lub światopogląd pseudonaukowy jak omawiany już holizm, który może być jednym i drugim.
Stwierdzano więc wielokrotnie, że zmiana obrazu świata (i samego siebie oraz wizji Boga) w oparciu o określony światopogląd [1], to warunek skuteczności działania techniki [2], co widać jasno na przykładzie Transcendentalnej Medytacji, gdzie warunkiem „skuteczności” działania tej techniki (np. w aspekcie uzdrowień) jest uprzednia, starannie przeprowadzona inicjacja. Istotą okultyzmu nie są więc same medialne i niebezpieczne techniki będące często ukrytymi rytuałami magicznymi (w formie afirmacji) i inwokacjami spirytystycznymi (w formie wizualizacji), ale religijna czy inicjacyjna postawa o charakterze idolatrycznym i profanicznym, czyli grzesznym.
Wszystkie opisane praktyki i ćwiczenia są bowiem rodzajem treningu woli i wiary w określony światopogląd, ale też wiary w działanie tychże technik (temu służą tzw. afirmacje często stosowane w religiach Wschodu), zwykle bez żadnych ograniczeń czy zastrzeżeń, ze swoistym zaufaniem i oddaniem się do dyspozycji. Tymczasem tradycja chrześcijańska naucza, że w podobnym otwarciu ludzkiego ducha (który ustawia się dosyć pasywnie, rezygnując z rozumu, a nawet woli) moce ciemności mogą objawić się „pozytywnie” jako „anioł światłości”, ale tylko po to, aby zwodzić i niszczyć. Z tego względu powyższe praktyki mogą rzeczywiście wywołać fałszywe „cuda”, jednakże zawsze za jakąś cenę, którą wcześniej czy później trzeba zapłacić. Wielu nie dostrzega nawet powiązania pomiędzy pierwszymi, fantastycznymi efektami stosowanych ćwiczeń, a ich rzeczywistym, trochę późniejszym działaniem (np. koszmary nocne, stany lękowe, depresyjne, próby samobójcze). Potwierdzają to zarówno egzorcyści, jak i psychiatrzy.
Reasumując, w inicjacji istotne jest praktyczne otwarcie woli człowieka i rozwijanie jej przez metody czy techniki, które jednak wynikają z określonej teorii światopoglądowej. Istotą jest tu niebezpieczna definicja i afirmacja boskości człowieka wynikająca z określonej teorii, co z kolei techniki i praktyki – już często jako ukryte rytuały – potwierdzają i utrwalają. W teoriach okultyzmu opartych na panteistycznej gnozie oznacza to np. idolatryczne samoubóstwienie. Sprzyja temu pseudonaukowa teoria monistycznego holizmu i panenergetyzmu, który jest propagowany jako nowa koncepcja nauki, gdzie króluje „homo energeticus”.
Tak właśnie wkracza się na obszar duchowości, tak dokonuje się stopniowo proces ukrytej inicjacji. Inteligentna „laicyzacja” pojęć niewiele tu zmieni, ale może zwieść wielu, ukrywając prawdziwy stan rzeczy. Człowiek określa się wobec jakiejś teorii, z której wynikają określone praktyki. Te praktyki wyrażają i zarazem utwierdzają np. określoną i obiektywnie wyrażoną wizję Boga i człowieka czy stosunek człowieka do Boga. Na opętanie otwierają grzechy, które są ukryte w tych koncepcjach, a proces zniewolenia pogłębiają określone techniki, które stają się realizacją procesu inicjacji, a właściwie kontrinicjacji niebezpiecznej dla naszego zbawienia i będącej zdradą inicjacji chrzcielnej.
ks. Aleksander Posacki SJ
„Nasz Dziennik” 2007-07-17